MELA OSTROWSKA
"JESTEM TAM, GDZIE MOGĘ POMÓC"
ZDJĘCIA: ANA MCGURRAN
Udało nam sie spotkać w piękny, jesienny dzień w Meli domu rodzinnym koło Połczyna-Zdroju, gdy wróciła z granicy polsko-ukraińskiej zregenerować głowę i ciało.
Dziękuję Ci Melu za poświecony mi ( pomimo wyzwań!:) czas i za zaufanie.
A: Kim jest Mela?
M: To chyba najtrudniejsze z pytań, jakie można komuś zadać. Wydaje mi się, że każdy człowiek w życiu nie raz sam sobie zadaje to właśnie pytanie i nigdy nie jest w stanie precyzyjnie na nie odpowiedzieć. To, kim jesteśmy i to, kim się stajemy to droga. Jesteśmy skutkami naszych decyzji, naszych historii, zdarzeń i przeżyć, które trwają od początku naszego życia do końca i dlatego nie jesteśmy w stanie zdefiniować samych siebie w danym momencie swojego życia. Możemy podejmować próby opisania siebie w odniesieniu do tego, gdzie aktualnie się znajdujemy, czym zajmujemy, z kim żyjemy... Ja aktualnie jestem człowiekiem, który żyje dla ludzi, który znajduje się tam, gdzie czuje się potrzebny. Dlatego też Mela jest trochę podróżnikiem. Nie czuję potrzeby bycia, przywiązania do konkretnego miejsca. Cudowne natomiast jest to, że mam swoje miejsce do powrotów w okolicy Połczyna-Zdroju. A wracając do pytania, myślę, że Mela jest osobą, która za wszelką cenę stara się uratować świat i nie mówię tego w kategoriach zakończenia wszelkich wojen czy zahamowania globalnego ocieplenia. Chodzi mi bardziej o przypominaniu ludziom o wspólnocie, o życiu ludzi bliżej, obok siebie... Ratowanie świata to dla mnie sprawienie uśmiechu na czyjejś twarzy. Uśmiech jest jak wszechświat. Mówię tu o szczerym uśmiechu, który widać w oczach. I Mela jest tą osobą, która chce ratować świat właśnie poprzez wywoływanie uśmiechu.
A: Czym się zajmujesz obecnie?
M: Obecnie zajmuję się wieloma rzeczami, bo człowiek z życiowym ADHD nie jest w stanie zajmować się tylko jedną rzeczą [śmiech].
Moją, aktualnie, główną misją i sprawą, której muszę poświęcić najwięcej czasu (która też spowodowała moją wyprowadzkę do granicy Polsko-Ukraińskiej) jest praca w fundacji zajmującej się pomocą humanitarną, działającej na rzecz osób w Ukrainie. Obszarem mojego działania jest przede wszystkim pomoc dzieciom, a konkretniej - szkołom. Może niektórzy z Was słyszeli o moim projekcie "SZKOŁA", który na celu ma wyposażanie ukraińskich placówek w których uczą się dzieci uchodźców ze wschodu, czyli z terenów okupowanych, zajętych wojną. Ta inicjatywa wspiera też odbudowę szkół w Ukrainie. Motorem mojego działania jest sprawienie by te dzieci, które chodzą do szkoły w trakcie wojny, na terenie wojny mogły się poczuć chociaż odrobinkę lepiej, przytulniej... Wyposażam też schrony. O tym się już nie mówi, ale w Ukrainie alarmy bombowe są dosłownie codziennie, co się wiąże z tym, że podczas lekcji, każdego dnia dzieci biegną do schronu spędzić tam czas do momentu odwołania alarmu. Te schrony to zazwyczaj betonowe, zimne piwnice bez krzesełek i bez absolutnie żadnego wyposażenia, co dla tych dzieci jest totalną traumą. Moją misją jest więc paniczne ratowanie psychiki dzieci, wychowujących się podczas wojny.
Dodatkowo zajmuję się naszym produktem (mam nadzieję już niebawem lokalnym), czyli Festiwalem Folkowym Sielava, wszelkimi innymi działaniami Stowarzyszenia Niezwykły Połczyn, a dodatkowo, z racji tego, że brakuje mi najwidoczniej w życiu dreszczyku emocji [śmiech] postanowiłam prowadzić firmę w Polsce. Podsumowując - działam artystycznie i społecznie tam, gdzie czuję się potrzebna.
A: Co łączy Cię z Połczynem, oprócz miejsca zamieszkania?
M: To jest moje miejsce do życia. Tutaj się wychowałam. Moi rodzicie, stworzyli nam pod Połczynem oazę wolności i spokoju, czyli nasz dom z ogrodem i lasem. Od roku nasze lokum jest oficjalną siedzibą Stowarzyszenia Niezwykły Połczyn i na kilka dni w roku, podczas organizowanych przez nas wydarzeń artystycznych staje się miejscem otwartym dla ludzi. To jest miejsce do działania, ale to jest też miejsce, dla którego chcę działać i robić coś dobrego. Jest to moje miejsce do życia. Myślę, że gdy przyjdzie mój moment wypalenia, właśnie tutaj wrócę, do tego domu pod lasem, w którym się wychowałam.
A: Co wg Ciebie najbardziej Cię ukształtowało i wytyczyło drogę, którą idziesz?
M: Rodzice przede wszystkim byli wzorem i inspiracją do tego, czym się teraz zajmuję. Prowadzenie przez nich Stowarzyszenia, organizowanie eventów muzycznych, teatralnych, ale i oprócz działań artystycznych - akcje społeczne. Pamiętam, że od dziecka były w domu bardzo ważne dni w kalendarzu - na przykład dni zbiórki żywności dla najbardziej potrzebujących domów. Oprócz organizacji, pakowania i rozwożenia, najbardziej pamiętam uśmiechy ludzi, którzy otrzymywali te paczki. Ich emocje, ich wdzięczność za tak drobną rzecz. To, jak moi rodzice pokazywali mi świat i jak działali, sprawiło, że chcę, aby moje życie było misją na rzecz dobra ludzi, zwierząt i ekologii.
A: Co jest w życiu ważne?
M: Dobra jesteś w trudnych pytaniach [śmiech]. Wiele rzeczy jest ważnych w życiu. Rodzina i miłość są oczywiście na pierwszym miejscu. Z racji tego, co robię - dobro innych. Ale też, wiesz, czerpanie z życia małych radości. Że dziś świeci słońce, że widziałam piękne drzewo, że mogę iść do lasu, że mogę wypić dobrą herbatę z ludźmi, których kocham...Dla działaczki społecznej, bo pewnie w tym kontekście pytasz, ważne jest miejsce, do którego mogę uciec i schować się na jakiś czas przed światem. Ważne jest, by pamiętać o chwilach zatrzymania. I o życiu w zgodzie z sobą i swoimi zasadami.
A: Trzy cechy rodziny Ostrowskich, które w sobie odnajdujesz
M: Przyznaję się przed całym światem, że jestem tragicznie uparta, co jest wadą i zaletą. 2 rzecz to empatia. Czyli ta misja niesienia dobra. 3 - wrażliwość. Wszyscy mamy dużą wrażliwość na świat i chyba dlatego robimy tak dużo różnych rzeczy właśnie
A. Jakie masz obecnie plany, cele, marzenia?
M: Chwilowo, w moim życiu dzieje się tak dużo, że gubię się, którą ścieżkę wybrać. W tej chwili marzę by moja firma, czyli Agencja Artystyczna "Hope" działała na tyle, by zapewniała mi utrzymanie i by dawała mi możliwość współpracy z cudownymi ludźmi, artystami. Marzę, by robić to, co tak kocham, czyli organizować imprezy, koncerty, różne wydarzenia artystyczne, chcę prowadzić zajęcia teatralne, fireshowy... Wiadomo - marzę, by skończyła się wojna i by moja rodzina była zawsze zdrowa, ale to inna kategoria marzeń [śmiech]
A: Ścieżki leśne czy dzikie chaszcze?
M: Dzikie chaszcze! Kiedy byłam mała i kiedy pod domem były jeszcze same chaszcze to wbieganie w tę dzicz było dla mnie najwspanialszą przygodą.
A: Jak się spełniasz najbardziej?
M: Przez pomoc. Widząc efekt, kiedy udało mi się stworzyć coś dobrego. Na przykład Festiwal Sielava - przestrzeń, w której ludzie czują się dobrze, a my dzielimy się z nimi tym, co tak kochamy, co uważamy za wartościowe i piękne. Myślę, że dawanie ludziom dobra i stwarzanie miejsca spotkań i wymianyi blisko natury, gdzie możemy pobyć bliżej, face-to-face spełniają mnie najbardziej.
A: Czym jest dla Ciebie sukces?
M: Muszę przyznać, że jestem tym typem, który cokolwiek zrobi, zawsze jest niezadowolony z rezultatu. Nie uważam, że osiągam sukcesy, ale myśląc o tym, co mnie zadowala i motywuje do działania, to jest właśnie uśmiech drugiego człowieka, zadowolenie ludzi z udanego festiwalu - to są największe sukcesy. Ale też dobra relacja w rodzinie. Wiadomo, że w rodzinie nigdy nie jest łatwo, a my mamy level hard, bo pracujemy razem. Festiwal Sielava z roku na rok jest coraz większy. A my nigdy nie mieliśmy żadnego większego zgrzytu i ta współpraca bardzo nam się udaje.
A: Na koniec, proszę, opowiedz, skąd w domu wzięła się Furia (Pełen energii kot, który towarzyszy nam w rozmowie)
Furia to kot taty. Moja znajma przy czeskiej granicy wstawiła zdjęcie uroczego, małego kota, poszukującego domu, o którym nie mogłam przestać myśleć. Mieszkałam wtedy w kontenerze 5m2 jako wolontariusz pod granicą ukraińską. Udało mi się urobić tatę, który zawsze marzył o czarnym kocie i tak Furia spod granicy czeskiej, trafiła na granicę z Ukrainą gdzie spędziła z nami tydzień. Teraz psoci na całego w Zachodniopomorskim, w naszym domu [śmiech].
Dziękuję Ci Melu za poświecony mi ( pomimo wyzwań!:) czas i za zaufanie.
A: Kim jest Mela?
M: To chyba najtrudniejsze z pytań, jakie można komuś zadać. Wydaje mi się, że każdy człowiek w życiu nie raz sam sobie zadaje to właśnie pytanie i nigdy nie jest w stanie precyzyjnie na nie odpowiedzieć. To, kim jesteśmy i to, kim się stajemy to droga. Jesteśmy skutkami naszych decyzji, naszych historii, zdarzeń i przeżyć, które trwają od początku naszego życia do końca i dlatego nie jesteśmy w stanie zdefiniować samych siebie w danym momencie swojego życia. Możemy podejmować próby opisania siebie w odniesieniu do tego, gdzie aktualnie się znajdujemy, czym zajmujemy, z kim żyjemy... Ja aktualnie jestem człowiekiem, który żyje dla ludzi, który znajduje się tam, gdzie czuje się potrzebny. Dlatego też Mela jest trochę podróżnikiem. Nie czuję potrzeby bycia, przywiązania do konkretnego miejsca. Cudowne natomiast jest to, że mam swoje miejsce do powrotów w okolicy Połczyna-Zdroju. A wracając do pytania, myślę, że Mela jest osobą, która za wszelką cenę stara się uratować świat i nie mówię tego w kategoriach zakończenia wszelkich wojen czy zahamowania globalnego ocieplenia. Chodzi mi bardziej o przypominaniu ludziom o wspólnocie, o życiu ludzi bliżej, obok siebie... Ratowanie świata to dla mnie sprawienie uśmiechu na czyjejś twarzy. Uśmiech jest jak wszechświat. Mówię tu o szczerym uśmiechu, który widać w oczach. I Mela jest tą osobą, która chce ratować świat właśnie poprzez wywoływanie uśmiechu.
A: Czym się zajmujesz obecnie?
M: Obecnie zajmuję się wieloma rzeczami, bo człowiek z życiowym ADHD nie jest w stanie zajmować się tylko jedną rzeczą [śmiech].
Moją, aktualnie, główną misją i sprawą, której muszę poświęcić najwięcej czasu (która też spowodowała moją wyprowadzkę do granicy Polsko-Ukraińskiej) jest praca w fundacji zajmującej się pomocą humanitarną, działającej na rzecz osób w Ukrainie. Obszarem mojego działania jest przede wszystkim pomoc dzieciom, a konkretniej - szkołom. Może niektórzy z Was słyszeli o moim projekcie "SZKOŁA", który na celu ma wyposażanie ukraińskich placówek w których uczą się dzieci uchodźców ze wschodu, czyli z terenów okupowanych, zajętych wojną. Ta inicjatywa wspiera też odbudowę szkół w Ukrainie. Motorem mojego działania jest sprawienie by te dzieci, które chodzą do szkoły w trakcie wojny, na terenie wojny mogły się poczuć chociaż odrobinkę lepiej, przytulniej... Wyposażam też schrony. O tym się już nie mówi, ale w Ukrainie alarmy bombowe są dosłownie codziennie, co się wiąże z tym, że podczas lekcji, każdego dnia dzieci biegną do schronu spędzić tam czas do momentu odwołania alarmu. Te schrony to zazwyczaj betonowe, zimne piwnice bez krzesełek i bez absolutnie żadnego wyposażenia, co dla tych dzieci jest totalną traumą. Moją misją jest więc paniczne ratowanie psychiki dzieci, wychowujących się podczas wojny.
Dodatkowo zajmuję się naszym produktem (mam nadzieję już niebawem lokalnym), czyli Festiwalem Folkowym Sielava, wszelkimi innymi działaniami Stowarzyszenia Niezwykły Połczyn, a dodatkowo, z racji tego, że brakuje mi najwidoczniej w życiu dreszczyku emocji [śmiech] postanowiłam prowadzić firmę w Polsce. Podsumowując - działam artystycznie i społecznie tam, gdzie czuję się potrzebna.
A: Co łączy Cię z Połczynem, oprócz miejsca zamieszkania?
M: To jest moje miejsce do życia. Tutaj się wychowałam. Moi rodzicie, stworzyli nam pod Połczynem oazę wolności i spokoju, czyli nasz dom z ogrodem i lasem. Od roku nasze lokum jest oficjalną siedzibą Stowarzyszenia Niezwykły Połczyn i na kilka dni w roku, podczas organizowanych przez nas wydarzeń artystycznych staje się miejscem otwartym dla ludzi. To jest miejsce do działania, ale to jest też miejsce, dla którego chcę działać i robić coś dobrego. Jest to moje miejsce do życia. Myślę, że gdy przyjdzie mój moment wypalenia, właśnie tutaj wrócę, do tego domu pod lasem, w którym się wychowałam.
A: Co wg Ciebie najbardziej Cię ukształtowało i wytyczyło drogę, którą idziesz?
M: Rodzice przede wszystkim byli wzorem i inspiracją do tego, czym się teraz zajmuję. Prowadzenie przez nich Stowarzyszenia, organizowanie eventów muzycznych, teatralnych, ale i oprócz działań artystycznych - akcje społeczne. Pamiętam, że od dziecka były w domu bardzo ważne dni w kalendarzu - na przykład dni zbiórki żywności dla najbardziej potrzebujących domów. Oprócz organizacji, pakowania i rozwożenia, najbardziej pamiętam uśmiechy ludzi, którzy otrzymywali te paczki. Ich emocje, ich wdzięczność za tak drobną rzecz. To, jak moi rodzice pokazywali mi świat i jak działali, sprawiło, że chcę, aby moje życie było misją na rzecz dobra ludzi, zwierząt i ekologii.
A: Co jest w życiu ważne?
M: Dobra jesteś w trudnych pytaniach [śmiech]. Wiele rzeczy jest ważnych w życiu. Rodzina i miłość są oczywiście na pierwszym miejscu. Z racji tego, co robię - dobro innych. Ale też, wiesz, czerpanie z życia małych radości. Że dziś świeci słońce, że widziałam piękne drzewo, że mogę iść do lasu, że mogę wypić dobrą herbatę z ludźmi, których kocham...Dla działaczki społecznej, bo pewnie w tym kontekście pytasz, ważne jest miejsce, do którego mogę uciec i schować się na jakiś czas przed światem. Ważne jest, by pamiętać o chwilach zatrzymania. I o życiu w zgodzie z sobą i swoimi zasadami.
A: Trzy cechy rodziny Ostrowskich, które w sobie odnajdujesz
M: Przyznaję się przed całym światem, że jestem tragicznie uparta, co jest wadą i zaletą. 2 rzecz to empatia. Czyli ta misja niesienia dobra. 3 - wrażliwość. Wszyscy mamy dużą wrażliwość na świat i chyba dlatego robimy tak dużo różnych rzeczy właśnie
A. Jakie masz obecnie plany, cele, marzenia?
M: Chwilowo, w moim życiu dzieje się tak dużo, że gubię się, którą ścieżkę wybrać. W tej chwili marzę by moja firma, czyli Agencja Artystyczna "Hope" działała na tyle, by zapewniała mi utrzymanie i by dawała mi możliwość współpracy z cudownymi ludźmi, artystami. Marzę, by robić to, co tak kocham, czyli organizować imprezy, koncerty, różne wydarzenia artystyczne, chcę prowadzić zajęcia teatralne, fireshowy... Wiadomo - marzę, by skończyła się wojna i by moja rodzina była zawsze zdrowa, ale to inna kategoria marzeń [śmiech]
A: Ścieżki leśne czy dzikie chaszcze?
M: Dzikie chaszcze! Kiedy byłam mała i kiedy pod domem były jeszcze same chaszcze to wbieganie w tę dzicz było dla mnie najwspanialszą przygodą.
A: Jak się spełniasz najbardziej?
M: Przez pomoc. Widząc efekt, kiedy udało mi się stworzyć coś dobrego. Na przykład Festiwal Sielava - przestrzeń, w której ludzie czują się dobrze, a my dzielimy się z nimi tym, co tak kochamy, co uważamy za wartościowe i piękne. Myślę, że dawanie ludziom dobra i stwarzanie miejsca spotkań i wymianyi blisko natury, gdzie możemy pobyć bliżej, face-to-face spełniają mnie najbardziej.
A: Czym jest dla Ciebie sukces?
M: Muszę przyznać, że jestem tym typem, który cokolwiek zrobi, zawsze jest niezadowolony z rezultatu. Nie uważam, że osiągam sukcesy, ale myśląc o tym, co mnie zadowala i motywuje do działania, to jest właśnie uśmiech drugiego człowieka, zadowolenie ludzi z udanego festiwalu - to są największe sukcesy. Ale też dobra relacja w rodzinie. Wiadomo, że w rodzinie nigdy nie jest łatwo, a my mamy level hard, bo pracujemy razem. Festiwal Sielava z roku na rok jest coraz większy. A my nigdy nie mieliśmy żadnego większego zgrzytu i ta współpraca bardzo nam się udaje.
A: Na koniec, proszę, opowiedz, skąd w domu wzięła się Furia (Pełen energii kot, który towarzyszy nam w rozmowie)
Furia to kot taty. Moja znajma przy czeskiej granicy wstawiła zdjęcie uroczego, małego kota, poszukującego domu, o którym nie mogłam przestać myśleć. Mieszkałam wtedy w kontenerze 5m2 jako wolontariusz pod granicą ukraińską. Udało mi się urobić tatę, który zawsze marzył o czarnym kocie i tak Furia spod granicy czeskiej, trafiła na granicę z Ukrainą gdzie spędziła z nami tydzień. Teraz psoci na całego w Zachodniopomorskim, w naszym domu [śmiech].
AMELIA MELA OSTROWSKA - URODZONA W POŁCZYNIE ZDROJU, RAZEM Z RODZINĄ PROWADZI STOWARZYSZENIE NIEZWYKŁY POŁCZYN I WSPÓŁTWORZY FESTIWAL SIELAVA. MA DUŻY APETYT NA ŻYCIE, NA LUDZI, NA SZTUKĘ I NA POMOC. WRAZ Z CHŁOPAKIEM ZAANGAŻOWANA JEST W POMOC HUMANITARNĄ NA TERENIE WOJNY W UKRANIE I POMOC DZIECIOM Z UKRAINY W POŁCZYNIE - ZDROJU. PROWADZI AGENCJĘ ARTYSTYCZNĄ "HOPE". TAŃCZY Z OGNIEM. CENI DOBRĄ KAWĘ I HERBATĘ.